Trubin dobija Real Madryt

To, co się wydarzyło wczorajszego wieczoru w Lizbonie przechodzi ludzkie pojęcie. Realowi wystarczył remis, by załapać się do top 8 tabeli fazy ligowej. Wygrać się nie udało, a do tego pozwolili Benfice dokonać cudu.

Historyczna kompromitacja

Przed rozpoczęciem ostatniej kolejki fazy ligowej Real Madryt praktycznie jedną nogą był w 1/8 finału. Wystarczył remis, żeby wyprzedzić swoich rywali. Takie obrotu spraw nie spodziewał się nikt. Benfica pod wodzą byłego trenera Realu Madryt, czyli Jose Mourinho pogrzebała szanse Królewskich. Mało tego dzięki bramce w ostatniej akcji sami awansowali do top 24. Oznacza to, że wiosną zagrają w 1/16. Żeby było śmieszniej, to właśnie z nimi Real Madryt może zagrać w fazie play-off. Z racji zajęcia 9 pozycji gracze ze stolicy Hiszpanii podejmą kogoś z ekipy Bodo/Benfica. Wielkie osiągnięcie lizbońskiego zespołu i ogromna porażka Realu Madryt

Bramkarz bohaterem

Benfica potrzebowała jeszcze jednej bramki, żeby awansować. Prowadzili 3:2, Real i tak przy takim wyniku nie wszedłby do top 8. Samo to, że Benfica zdobyła gola dającego awans w ostatniej akcji zasługuje na uznanie. Na jeszcze większe uznanie zasługuje to, że bramkę strzelił bramkarz Trubin. Mentalnie dla Realu Madryt jest to cios, po którym może być ciężko się podnieść. Absolutnie ten sezon na ten moment jest katastrofą. Tracą tylko 1 pkt do lidera La Liga FC Barcelony. Z drugiej strony odpadli z Albacete w Pucharze Króla, przegrali superpuchar z Barcą, a teraz jeszcze muszą grać dodatkowy dwumecz w lidze mistrzów i niekoniecznie przy tym awansować dalej. Dawno w Madrycie nie było tak fatalnych nastrojów.

Kompromitacja większa niż z Albacete?

Różnie można na to patrzeć. Najmniejszym wstydem w ostatnim czasie przy tym paśmie niepowodzeń wydaje się porażka w finale superpucharu. Wyeliminowania przez Albacete w żaden sposób nie da się wybronić tak jak wczorajszej porażki z Benficą. Można przegrać ważny mecz, który decyduje o top 8, ale w takim stylu? Tak naprawdę nie dało się gorzej zakończyć fazy ligowej, niż zrobili to Królewscy. Wciąż są w grze o trofeum, ale lekko mówiąc, faworytem nie są.

Zobacz także: